Domowa manufaktura

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na początku było ich kilka, oczywiście w większości nieudanych.

Z czasem przestały mieścić się w tekturowej teczce, a dziś – ich powierzchnia wystarczy by zastąpić dywan usunięty z pokoju dawno temu. Mowa tutaj, a jakże, o kolejnych papierowych negatywach, naświetlanych w skonstruowanym przeze mnie w lecie aparacie.

Maszyna pracuje z charakterystycznym dla siebie poskrzypywaniem drewnianych części, znamy się i lubimy coraz bardziej, a niektóre owoce naszej współpracy można obejrzeć poniżej:

 

 

 

 

 

 

 

 

Znów mogę obiecać, że kolejna porcja pojawi się niebawem, choć prawdopodobnie nie będą to już portrety.

Nie oznacza to jednak wcale, że temat uznaję za wyczerpany. Wręcz przeciwnie – uruchomiłem bowiem małą manufakturkę, w której powstają barytowe odbitki. Istnieje również możliwość wykonania drukowanych powiększeń.

Jeżeli więc ktoś ma ochotę sprawić sobie jedną lub choćby i dziesięć takich podobizn, chce zorganizować oryginalny prezent gwiazdkowy, zanim usłyszy po raz pierwszy “Last Christmas” (podobno są tacy) i potrafi wytrzymać w bezruchu kilka sekund – zapraszam do kontaktu. Niebawem powjawi się oddzielna strona, poświęcona realizacji tego typu zamówień, ale nie polecałbym czekać na nią tym, którzy naprawdę chcą zdążyć przed WHAM! 😉

Dodaj komentarz